Gościmy
Naszą witrynę przegląda teraz 12 gości 
Start Artykuły Po co komu stare fabryki?
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

W mentalności wielu naszych współobywateli zauważyć można brak poszanowania dla osiągnięć poprzednich pokoleń i wprost bałwochwalczy stosunek do nowoczesności, traktowanej jako kompleksowa idea nadrzędna. Być może w działaniach współczesnych inwestorów jest  chęć zaistnienia, zaznaczenia swojej obecności, jak u części młodych rolników, którzy po objęciu gospodarstwa wyburzają istniejące (nawet w dobrym stanie) obiekty i budują nowe, żeby było widać nowego (w domniemaniu-lepszego) gospodarza. Oczywiście jeżeli dotyczy to wyburzania obiektów sprzed kilkudziesięciu lat, to zazwyczaj nie ma to żadnego znaczenia kulturowego, natomiast gdy dotyczy to np. zabudowy pofolwarcznej z XIX w, której nie zdążono jeszcze wpisać do rejestru zabytków, to zaczyna to stanowić istotny problem.

Łódź jest miastem XIX wiecznym powstałym dla przemysłu, ale jest też wśród miast przemysłowych swoistym ewenementem, gdyż nie ma wyraźnie oddzielonej części przemysłowej od części mieszkalnej, tak jak to miało miejsce w przypadku istniejących wcześniej miast, wprowadzających w XIX w przemysł. Łódź praktycznie rozwinęła się w XIX w. z wsi (aczkolwiek posiadającej prawa miejskie), a powodem powstawania miasta był rozwój w tym miejscu przemysłu. Miasto zatem powstawało i rozwijało się jako wtórne do przemysłu. To spowodowało, że zabudowa mieszkalna była uzupełnieniem  luk w zabudowie przemysłowej, a czasami (jak w przypadku Grand Hotelu) powstawała w miejscu zabudowy przemysłowej. Dzięki temu mamy dziś w śródmieściu swoistą mozaikę fabryk, willi fabrykanckich, kamienic. Wszystko to razem tworzy jednak jednolitą tkankę miejską decydującą o charakterze i urodzie miasta.

Hotel Focus w fabryce Kindermanna

Powojenne podporządkowanie przemysłu łódzkiego masowości produkcji i wiążącymi się z tym bezwzględnymi przebudowami technicznymi i architektonicznymi łódzkich fabryk spowodowały, że wiele z tych pięknych pierwotnie obiektów poważnie zniekształcono, w najlepszym razie rzędami rur, zewnętrznych urządzeń wentylacyjnych, dodatkowymi szybami windowymi, czy dodatkową bezstylową zabudową o wyłącznie funkcjonalnym charakterze. Na pierwszy rzut oka, wyłączone od wielu lat z eksploatacji i wielokrotnie przebudowywane po wojnie fabryki mogą sprawiać wrażenie bałaganu i ruiny. Tylko człowiek wrażliwy i posiadający wyobraźnię może sobie uzmysłowić, jak piękne niejednokrotnie są pierwotne bryły tych obiektów. Że wkład serca włożony w likwidację naleciałości i dopieszczenie oryginalnej bryły będą przez lata procentować i odwdzięczać się widokiem, duszą i nobilitacją, jaką daje kontynuowanie tradycji i przypominanie korzeni.

Jest oczywiste, że podobnie jak w całej Europie, dzisiejsze wykorzystanie budynków pofabrycznych związane jest ze zmianą ich funkcji. Najczęściej przeznacza się te obiekty na pomieszczenia biurowe, lofty, hotele, handel, itp.

W Łodzi rozwijającej się dynamicznie jako ośrodek akademicki, część fabryk zaadaptowana jest na potrzeby uczelni wyższych. Jedną z pierwszych uczelni , która "odważyła się" zaadaptować w sposób świadomy pomieszczenia pofabryczne była Akademia Humanistyczno Ekonomiczna.

Akademia Humanistyczno Ekonomiczna

Uczelnia przejęła bardzo trudny do adaptacji budynek, bo po dawnej fabryce azbestu, co nakładało na nią konieczność bardzo dokładnego usuwania tego kancerogenu ze wszystkich zakamarków a nawet z tynku. Obiekt, który powstał, wraz ze słynnym "patio" był przez wiele lat wzorem dla adaptacji wielu obiektów poprzemysłowych w Polsce i właściwie przełamał barierę psychologiczną blokująca adaptowanie starych fabryk do nowych celów.

Akademia Humanistyczno Ekonomiczna - patio

Drugą uczelnią, która z rozmachem adaptowała i adaptuje budynki poprzemysłowe jest Politechnika Łódzka. Po II wojnie światowej, powstająca wówczas Politechnika, została umieszczona w dawnych budynkach pofabrycznych. Było to w pewnym sensie uzasadnione. Edukacja przyszłych inżynierów odbywała się głównie dla przemysłu, stąd też uczelnia w procesie dydaktycznym potrzebowała warunków zbliżonych do przemysłowych. W rzeczywistości jednak w Łodzi nie było wówczas innych pomieszczeń mogących pomieścić uczelnię.

Budynki Politechniki w fabryce Schweikertów

Dzisiejsze działania Politechniki w zakresie adaptacji budynków pofabrycznych nie są obciążone dogmatem konieczności, a wynikają ze świadomych decyzji uczelni o charakterze kulturotwórczym. Przejęcie przed kilku laty przez Wydział Inżynierii Procesowej i Ochrony Środowiska dawnych fabryk Schweikertów, okazało się znakomitym pociągnięciem. Dzisiaj wydział posiada atrakcyjne wizualnie i funkcjonalne budynki, w których umieszczenie choćby obszernej schodkowej auli, czy wymagających powierzchni i wysokości laboratoriów nie było problemem. Budynki pofabryczne wraz z odnowionym przez Politechnikę pałacykiem fabrykanta, tworzą specyficzną atmosferę, która udziela się także studentom.

Aula Politechniki

W zasadzie istnieją dwie metody rewaloryzacji obiektów poprzemysłowych w Łodzi. Pierwsza tzw. purystyczna  nakazuje obiekt oczyścić ze wszystkich zbędnych naleciałości i odnowić w pierwotnej formie z dopuszczalnymi zmianami (np. wewnętrznych podziałów) wynikającymi ze zmiany funkcji. Tę metodę stosuje się w stosunku do obiektów najcenniejszych lub takich gdzie inwestorowi zależy na wiernym odtworzeniu obiektu ze względów prestiżowych lub historycznych.
Druga metoda to metoda adaptacji aktywnej, polegająca na wydobyciu z architektury obiektu elementów najcenniejszych i uwypukleniu ich , przy jednoczesnych powiększeniu gabarytowym obiektu w lekkiej formie nie przytłaczającej starej zabudowy (np. szkle). Pierwszym powiększonym gabarytowo w tej formie obiektem był tzw. „Dom Buta” przy zbiegu ulic Piotrkowskiej i Tuwima (późniejsza Galeria Centrum). W ten sposób niedawno odbudowano zabudowania Politechniki przy ul. Żwirki 36 oraz dawną fabrykę Stolarowa przy zbiegu ulic Dąbrowskiego i Rzgowskiej.

Dawna fabryka Stolarowa

W stosunku do obiektów małowartościowych (np. przebudowanych w 90%) i nie wpisanych do rejestru zabytków, a nawet do ewidencji, świadomi inwestorzy stosują zasadę "pamięci miejsca". Może ona być realizowana dwojako, albo wybierają najatrakcyjniejszy element budowli i starają się go zaadaptować w nowej konstrukcji (zob. biuro SGI przy ul. Tylnej) lub po prostu w architekturze nowego obiektu, powtarzają najbardziej charakterystyczny element obiektu dawnego. Może to być np. fragment fryzu ceglanego, charakterystyczne okna fabryczne, a nawet charakterystyczna wieża po zbiorniku grawitacyjnym wody.

Napisałem świadomi inwestorzy, którzy zdają sobie sprawę z tego, że ich inwestycja powinna wpasowywać się w charakter miasta, a nie stanowić  dysonansu  architektonicznego jak np. postmodernistyczny budynek banku na Placu Wolności.
Łódź jest w zasadzie jednolitym organizmem miejskim, co nie oznacza, że nie powstały w nim bolesne wyrwy jak choćby osiedle Manhattan. Ważne jest aby nowe inwestycje tworzone były z poszanowaniem designu i atmosfery miasta poprzemysłowego i tak unikalnego jak Łódź.  W innych krajach europejskich to się udaje. Nie wyobrażam sobie, np. żeby w takim Manchesterze czy Tampere,  kupujący zabudowania pofabryczne inwestor i deklarujący ich renowację (cena jest zazwyczaj niższa), po cichu w nocy je wyburzał. Podejrzewam, że w tamtych państwach skończyło by się to dla inwestora kilkuletnim więzieniem, a już na pewno totalnym ignorowaniem jego inwestycji przez potencjalnych klientów. Po prostu z niepoważnym, nieumiejącym dotrzymać warunków umowy inwestorem się nie pertraktuje, bo jeżeli oszukał miasto, to może i oszukać klienta. Tak postępuje odpowiedzialne społeczeństwo obywatelskie.

U nas niestety wyburzenia są  często robione w pośpiechu, zazwyczaj nie z potrzeby przygotowania nowej inwestycji tylko po to "by zdążyć przed konserwatorem". Dotyczy to szczególnie obiektów, w stosunku do których rozpoczęto procedurę wpisu do rejestru zabytków. W ten sposób zniknęły z krajobrazu miasta budynki dawnej fabryki Biedermannów straszące dziś nawet nie uporządkowaną ruiną i tragiczną stertą pięknych XIX w. cegieł.

Gruzy

Łódź ma szanse zachować swój specyficzny klimat i charakter. Powstaje coraz więcej wydawnictw o historii Łodzi i łodzianach. Zakładane są stowarzyszenia młodych pasjonatów Łodzi, którzy z wielkim oddaniem i żarliwością  bronią starej zabudowy poprzemysłowej. Oddziaływują oni przez media, Internet, robią happeningi i rozmawiają z radnymi miasta. Takie działania są niestety konieczne w mieście, w którym jako jedynym w Polsce powstała specjalistyczna firma zajmująca się wyłącznie wyburzeniami.

Manufaktura

 

Fotografie Andrzej Danowski